niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział XXV - "Nowy start"


 ~*~*~

Draco i Blaise siedzieli w dormitorium, grając w szachy. Rozgrywka nie była zbyt interesująca, jednak Ślizgoni desperacko szukali jakiegokolwiek zajęcia, byle tylko nie musieć się pakować. Jutro zaczynała się przerwa świąteczna i po śniadaniu jechali do domu, do Hogwartu mając wrócić już w nowym roku. Woleli wszystko jak zwykle zostawić na ostatnią chwilę, chociaż wiedzieli, że jutro będą jak szaleni biegać po dormitorium i pakując do kufra wszystko, co wpadnie im do rąk. Nagle grę przerwało im czyjeś wtargnięcie do pokoju. Obaj odwrócili głowy w kierunku wejścia i ich oczom ukazał się Teodor z niezbyt wyraźną miną.
- Stało się coś? – zapytał Blaise, w duchu ciesząc się, że nużąca rozgrywka szachów została przerwana.
- Tak jakby – odpowiedział szatyn, jednak widząc spojrzenie przyjaciela, dodał – Pokłóciłem się z Hermioną.
- O co? – wyznanie Teodora zainteresowało Draco. Nie żeby w nieszczęściu przyjaciela dostrzegał szansę dla siebie, jednak był ciekaw, o co mogło im pójść.
- Sam nie wiem. Normalnie rozmawialiśmy i nagle na nią naskoczyłem. Nie rozumiem czemu – usiadł na łóżku i schował twarz w rękach – Jestem takim idiotą! – krzyknął, ciskając poduszką w ścianę. Blaise spojrzał na przyjaciela, unosząc brew w geście zainteresowania. Niesamowite było to, co ta dziewczyna robiła z Teodorem. Kiedyś ciężko od niego było usłyszeć wybuch śmiechu po naprawdę dobrym żarcie, a teraz uzewnętrznia wszystkie emocje z powodu kłótni.
- To idź i z nią pogadaj, na pewno sobie wszystko wyjaśnicie – zaproponował Ślizgon, na co Nott spojrzał na niego jak na idiotę.
- Wszędzie jej szukałem, ale nie mogę jej znaleźć. Tak jakby zapadła się pod ziemię.
- Z tego co wiem, to Pansy z nią niedawno gadała. Możesz do niej iść i zapytać czy wie, gdzie poszła – kolejna propozycja Blaise’a spotkała się z większą aprobatą ze strony Teodora.
- Chyba tak zrobię – westchnął ciężko i ruszył w kierunku drzwi.
- A ciebie co ugryzło? – zapytał Ślizgon, gdy Nott opuścił pokój – Nie powiesz mi, że ich kłótnia nie jest ci na rękę – powiedział uszczypliwie, nadal w pełni nie akceptując, że Malfoy może w ten sposób oszukiwać Teodora.
- Nie wiem czy dobrze postępuję z Granger.
- Może trochę jaśniej? – Blaise spojrzał na niego uważnie, nie rozumiejąc, o co mu chodzi.
- Ostatnio trochę zacząłem z nią pogrywać, ale chyba nie wyszło mi to na dobre. Po naszej ostatniej rozmowie trochę się pokłóciliśmy – wyjaśnił, mając na myśli wydarzenia po lekcji eliksirów.
- Przecież dobrze wiesz, że Granger nie jest jak wszystkie laski i nie poleci na jakieś twoje gierki – prychnął, śmiejąc się z głupoty przyjaciela.
- Kiedyś po kłótniach z Nott’em przychodziła do mnie się wyżalić, teraz pewnie jest u Pottera albo tego Francuza – powiedział, ignorując uwagę Blaise’a.
- Sam sobie na to zapracowałeś, stary – Draco doskonale wiedział, że Ślizgon ma rację i teraz pozostawało mu wymyślić, jak to odkręcić przed wyjazdem na święta.

~*~*~

- Już lepiej? – zapytał Fabien, niosąc dwa kubki gorącej herbaty. Martwił się o przyjaciółkę i miał nadzieję, że chociaż trochę poprawił jej się humor.
- Trochę – odpowiedziała, z wdzięcznością przyjmując napój.
- To może wreszcie opowiesz mi, co się stało? – Francuz był naprawdę ciekaw, co doprowadziło ją do takiego stanu, w jakim się u niego pojawiła. Spędzili już razem prawię godzinę i Hermiona nie robiła nic poza płakaniem w jego ramię. Wreszcie udało mu się ją trochę uspokoić i miał nadzieję, że będzie już tylko lepiej.
- Pokłóciłam się z Teodorem – powiedziała smutno.
- O co?
- Zaczęło się od jego ojca, a potem już poleciało. Nieźle mi wygarnął  – uśmiechnęła się gorzko.
- Miał chociaż ku temu powody? – zapytał, unosząc brwi w geście zdziwienia.
- Może trochę, sama nie wiem. Naskoczył na mnie tak nagle, że nawet nie zdążyłam pomyśleć nad odpowiedzią, jedyne co zdołałam zrobić to wyjść.
- Musiał powiedzieć całkiem mocne rzeczy, skoro doprowadził się do takiego płaczu – powiedział, nie rozumiejąc, co kierowało Ślizgonem. Nie sądził, by Gryfonka mogła zrobić coś tak złego, żeby tak na nią naskakiwać.
- W sumie to nie tylko o niego chodzi. Jak szłam do ciebie to spotkałam Pansy, dowiedziała się o mnie i Malfoy’u i zaczęła mi prawić morały. Poza tym Malfoy zaczął zachowywać się jak ostatni dupek. Ja już sobie z tym nie radzę – schowała twarz w rękach, zupełnie nie wiedząc, co powinna zrobić. Z tej sytuacji chyba nie było dobrego wyjścia.
- I znów wszystko sprowadza się do Malfoy’a – powiedział, czyniąc trafną uwagę. Hermiona spojrzała na niego smutno.
- Chyba nikt mi tak nie namieszał w życiu jak on.
- On chyba może powiedzieć to samo o tobie – uśmiechnął się, gdy Gryfonka obrzuciła go zdziwionym spojrzeniem – Z tego co mi opowiadałaś, to obdarzył cię uczuciem, jakim nie obdarzył jakiejkolwiek dziewczyny.
- Czy ty go bronisz? – zapytała, nie mogąc w to uwierzyć.
- Nie bronię go, po prostu chcę ci uświadomić, że być może popełniasz błąd odtrącając go – powiedział, wzruszając ramionami – Oboje doskonale wiemy, że ty po prostu nie potrafisz wieść spokojnego życia, potrzebujesz trochę komplikacji, inaczej byś zwariowała. Powinnaś się zastanowić nad tym, czy Teodor to na pewno chłopak dla ciebie.
- Już mi nie raz mówiłeś, że jest nie dla mnie – mruknęła, upijając łyk herbaty.
- I nadal podtrzymuję swoje zdanie – uśmiechnął się, widząc jak Hermiona zaczyna głębiej nad tym wszystkim rozmyślać – Poza tym nie sądzisz, że trochę wykorzystał okazję?
- Co masz na myśli? – zapytała, marszcząc brwi. Spojrzała na niego ze zdziwieniem, jednak ten pozostawał wesoły. Nie potrafiła rozgryźć toku jego myślenia.
- Po tym jak Ron odszedł byłaś, jakby to powiedzieć, trochę rozbita. Być może dla Teodora stałaś się łatwiejszym celem.
- Teraz to przesadziłeś – spojrzała na niego spod byka – Teodor nie jest typem podrywacza, a już tym bardziej nie obiera sobie „celów” – wycedziła, akcentując ostatnie słowo – Jeśli już decyduje się z kimś być, to tylko i wyłącznie dlatego, że faktycznie coś do tej osoby czuje. Dobrze go znam.
- Jak uważasz – wzruszył ramionami, chcąc zakończyć temat. Na pewno nie miał zamiaru kłócić się o jakiegoś Ślizgona – Rozłożę dla ciebie łóżko – powiedział, wstając i przeciągając się – Pomyśl, co tak naprawdę jest dla ciebie najlepsze – dodał, zanim zniknął za drzwiami.

~*~*~

            Wielka Sala zapełniona była roześmianymi uczniami. Wszyscy z uśmiechami pałaszowali śniadanie, wiedząc, że jeszcze tego samego dnia znajdą się w domach wśród bliskich i wreszcie będą mogli odpocząć od natłoku praco domowych i sprawdzianów. Dookoła wyczuwalna była świąteczna atmosfera i nawet tym najbardziej zgorzkniałym nauczycielom udzielała się magia świąt. W tym samym czasie Tracey w pośpiechu narzucała na siebie kurtkę, kierując się w stronę wyjścia. Gdy wreszcie opuściła teren Hogwartu, także jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. Zaszła od tyłu niczego niespodziewającego się George’a i z całej siły się do niego przytuliła. Zaskoczony chłopak szybko się do niej odwrócił i wyszczerzył zęby.
- Hej – powiedział, składając na jej ustach długi pocałunek – Czemu chciałaś się teraz spotkać? Mieliśmy się spotkać na dworcu – zapytał, patrząc na Ślizgonka uważnie.
- Właśnie o tym chciałam porozmawiać – spojrzała na niego niepewnie. Nie wiedziała, jaka będzie jego reakcja na to, co chce mu powiedzieć – Nie jestem pewna, czy jestem gotowa poznać całą twoją rodzinę. Nie wiem, jak mnie przyjmą – wreszcie to z siebie wyrzuciła. Gdy George zaproponował jej święta w jego rodzinnym domu była przeszczęśliwa, cieszyła się, że chłopak bierze ją na tyle poważnie, że chce, aby poznała jego rodzinę i spędziła z nimi wspólnie święta, jednak gdy tylko zaczęła o tym myśleć, zaczęła mieć wątpliwości. Nie wiedziała, jak rodzina Weasley’ów przyjmie w swoim domu Ślizgonkę i czy ją polubią.
- Pokochają cię, tak jak ja – powiedział, przyciągając ją do swojej piersi – Naprawdę nie masz się czego bać – zapewnił.
- George, ja już postanowiłam. Zostaję w Hogwarcie – spojrzała na niego, uśmiechając się smutno.
- Nie pozwolę ci spędzić świąt samej. W takim razie mam lepszy pomysł – zrobimy sobie własne święta, tylko we dwoje, co ty na to? – zapytał, patrząc jej głęboko w oczy.
- Powinieneś je spędzić z rodziną, nie chcę niczego psuć – powiedziała cicho, spuszczając głowę.
- Ej, nawet tak nie mów. Będę najszczęśliwszy na świecie, jeśli zechcesz spędzić święta razem ze mną – uśmiechnął się, unosząc jej podbródek tak, by spojrzeć jej w oczy.
- Mówisz poważnie? – wyszeptała z niedowierzaniem.
- Całkowicie poważnie. W tej chwili nie ma dla mnie nic ważniejszego niż ty – powiedział, jednak zanim zdążył cokolwiek dodać, poczuł na swoich ustach wargi Tracey. Nie myśląc dłużej objął dziewczynę mocniej, maksymalnie ją do siebie przyciągając.

~*~*~

- Hermiona! – Gryfonka właśnie miała wsiadać do powozu, gdy usłyszała głośne wołanie. Odwróciła się za siebie i ujrzała biegnącego w jej stronę Teodora. Coś w jej sercu nie pozwoliło jej odejść, więc spojrzała niepewnie na przyjaciół. W oczach Ginny dostrzegła zrozumienie.
- Idź, znajdziemy się w pociągu – uśmiechnęła się, chcąc dodać Hermionie odrobinę otuchy. Wiedziała, że ona i Teodor powinni sobie wiele wyjaśnić.
- Nie mogłem cię nigdzie znaleźć – powiedział, gdy wreszcie znalazł się wystarczająco blisko.
- Nocowałam u Fabiena – powiedziała cicho.
- Martwiłem się – wyszeptał, wyciągając dłoń w jej stronę, by pogładzić jej policzek, jednak dziewczyna szybko się odsunęła. Opuścił rękę, wzdychając ciężko – Naprawdę przepraszam za wczoraj. Nie powinienem był tego wszystkiego mówić.
- Nie musisz kryć się ze swoimi myślami. Skoro naprawdę uważasz, że jestem gorsza, to na pewno nie powinieneś tego ukrywać – powiedziała, hardo patrząc mu w oczy.
- Przecież doskonale wiesz, że tak nie myślę. Sam nie wiem, czemu to powiedziałem. Po prostu… bałem się. Bałem się, że jak dowiesz się, że kochałem mojego ojca to się ode mnie odwrócisz – powiedział, spuszczając wzrok. Nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy.
- Co ty wygadujesz? – zapytała, dłońmi obejmując jego twarz. Przez lekko zaszklone oczy obserwowała, jak Teodor bije się z własnymi myślami. Wiedziała, że wreszcie zdobył się na to, by być szczerym z samym sobą.
- Mój ojciec jest strasznym człowiekiem, ale ja mimo to go kocham. Wiem, że to jest chore, ale to jest prawda. Oczywiście nie popieram jego działań i to, co robił, jednak to nadal jest mój ojciec i… - nie dane mu było dokończyć, bo poczuł jak Hermiona rzuca mu się na szyję. Z całej siły ją do siebie przyciągnął i zatopił twarz w jej włosach.
- I o to mi cały czas chodziło, Teo. Żebyś wreszcie był szczery ze mną i ze sobą – jej głos przerywany był cichym szlochem – Kocham cię właśnie za to, jaki jesteś, nie musisz się tego wstydzić – dodała, patrząc mu głęboko w oczy. W tej chwili zrozumiała, że dla niej nie było nikogo bardziej odpowiedniego niż Teodor.

~*~*~

Trójka Ślizgonów stała nieopodal powozów, obserwując rozgrywającą się przed nimi scenę. Draco skłamałby, gdyby powiedział, że szczęście przyjaciela w tej chwili napawa go radością. Był po prostu zazdrosny. Miał nadzieję, że minie dłuższy czas, zanim ta dwójka się pogodzi, o ile w ogóle mieliby to zrobić. Niestety los spłatał mu figla.
- Gdybyś mógł zabijać wzrokiem, to z pewnością by już nie żyli – zaśmiał się Blaise, widząc jak Malfoy gromi wzrokiem Hermionę i Teodora.
- Nie wiem, o co ci chodzi – prychnął, wzruszając ramionami. Oczywiście musiał skłamać, przecież nie przyzna się, że jeszcze nigdy w życiu nie był tak zazdrosny, jak w tej chwili.
- Jeszcze tego nie zrozumiałeś? – zapytała Pandy.
- Czego? – spojrzał na nią jak na wariatkę. Nie był pewien czy chodziło jej o coś konkretnego, czy po prostu opiła się wywaru z blekotu.
- Że musisz zacząć ją inaczej traktować, idioto – wywróciła oczami.
- Ale o co ci chodzi?
- O to, że jeśli chcesz być z Hermioną, to musisz przestać zachowywać się jak skończony dupek. Nie zauważyłeś, że to nie działa? – spojrzała na niego ze zniecierpliwieniem. Musiała przyznać, że Draco czasem potrafił być naprawdę mało domyślny.
- Czemu nagle mi pomagasz? Jeszcze niedawno mówiłaś, że lepiej, żebym się usunął w cień i odczepił się od Granger – zapytał podejrzliwie.
- Możliwe, że sobie to trochę przemyślałam. Powinieneś o nią zawalczyć, a przynajmniej pogadać z Hermioną o was. Myślę, że ona też do ciebie coś czuje. W końcu gdybyś był jej zupełnie obojętny, to nie ciągnęłaby tego tak długo – Draco przez chwilę pomyślał nad słowami przyjaciółki, dochodząc do wniosku, że miała rację. Nie spocznie, dopóki Granger nie będzie jego.

~*~*~

               Ginny właśnie miała wejść do pociągu, by znaleźć wolny przedział dla niej i Hermiony, gdy poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciła się i ku jej zaskoczeniu zobaczyła przed sobą Harry’ego.
- Cz-cześć – wyjąkała.
- Co u ciebie? – zapytał – Pewnie się nie możesz doczekać powrotu do Nory – zaśmiał się nerwowo.
- Tak, zdążyłam się już za wszystkimi strasznie stęsknić – uśmiechnęła się lekko, jednak po jej głowie wciąż gnały myśli, co takiego skłoniło Harry’ego do tej rozmowy.
- Nie dziwię ci się. Poza tym święta u was zawsze są niesamowite.
- Możesz do nas przyjechać. To znaczy pewnie Ron ci już to proponował, ale ja to proponuję jeszcze raz, bo na pewno mama się ucieszy i w ogóle – Ginny miała ochotę walnąć głową o ścianę. Co ona wygadywała?
- Dzięki, Gin, ale obiecałem Andromedzie, że do niej przyjadę. Wiesz, mały Ted jest moim chrześniakiem i nie chcę żeby spędzali święta we dwójkę – powiedział, drapiąc się po głowie – Ale pozdrów wszystkich u ciebie.
- Na pewno to zrobię – uśmiechnęła się i odwróciła, by odejść.
- Gin, czekaj – Gryfonka znów poczuła szarpnięcie za ramię i spojrzała na trochę zestresowanego Harry’ego.
- O co chodzi? – zapytała. Ta sytuacja wydawała jej się być coraz bardziej dziwna.
- J-ja… - wziął głęboki wdech, mając nadzieję, że to doda mu odwagi – Mam coś dla ciebie – słysząc to Ginny uniosła brwi w geście zaskoczenia. Nie spodziewała się, że będzie chciał wręczyć jej świąteczny prezent osobiście, zwykle odbywało się to przy pomocy sów. Spojrzała na niewielkie pudełko owinięte ładnym czerwono-złotym papierem. Przyjęła je z lekkim uśmiechem i popatrzyła na Harry’ego, który wydawał się być bardzo zdenerwowany.
- Obiecaj mi, że otworzysz je dopiero w domu – powiedział, zerkając na nią niepewnie.
- Obiecuję – uśmiechnęła się, widząc jak w oczach Gryfona zatańczyły wesołe iskierki – Wesołych Świąt, Harry – objęła go lekko i ruszyła w stronę pociągu.

~*~*~

               Draco snuł się po pociągu bez celu. To znaczy wiedział, jaki ma cel, ale zupełnie nie wiedział, jak go osiągnąć. Co jakiś czas musiał omijać grupę rozwrzeszczanych uczniów z młodszych roczników, czasem musiał przystanąć na chwilę, by zamienić kilka słów ze znajomymi z domu, którzy życzyli mu udanych świąt. Ciągle jednak jego myśli uciekały w stronę Hermiony i tego, jak z nią porozmawiać. Nie mógł się dłużej zastanawiać, gdyż mijając jeden z przedziałów, dostrzegł ją w towarzystwie Ginny i Luny. Otworzył szybko drzwi i oczy wszystkich zwróciły się w jego stronę. Spojrzał na szatynkę, mając nadzieję, że domyśli się, że chce z nią porozmawiać sam na sam. Ta jednak zdawała się być na niego nadal zła, bo założyła ręce na klatce i nie ruszyła się nawet o milimetr. Odetchnął ciężko i postanowił coś powiedzieć, żeby nie tkwić w miejscu jak ostatni idiota.
- Możemy chwilę porozmawiać? – zapytał, patrząc na nią wyczekująco.
- Nie wiem. Możemy? – powtórzyła po nim, odwzajemniając spojrzenie.
- Zapytałem pierwszy – zmarszczył brwi, zastanawiając się, o co jej chodzi.
- Wiem, po prostu się zastanawiam, czy chociaż raz dasz radę porozmawiać jak cywilizowany człowiek – powiedziała, obdarzając go wyzywającym spojrzeniem. Ginny spojrzała raz na jedno, raz na drugie i domyśliła się, że z tego nie wyniknie nic dobrego.
- W takim razie chodź i się przekonaj – Draco nie miał zamiaru dać się sprowokować, chociaż był temu naprawdę bliski.
- To może my z Luną wyjdziemy, a wy sobie tu SPOKOJNIE porozmawiacie? – zaproponowała Ginny, patrząc na nich wyczekująco. Hermiona spojrzała zaskoczona na przyjaciółkę, jakby przez Ślizgona zapominając o jej obecności.
- Nie, zostańcie, my wyjdziemy. I tak za chwilę będziemy musieli posprawdzać przedziały – powiedziała, wstając z miejsca i biorąc głęboki wdech.
- Czasami potrafią być doprawdy zabawni, nie uważasz? – zapytała Luna, gdy Prefekci opuścili przedział. Ginny spojrzała na nią z niewyraźną miną, zastanawiając się, czy ta rozmowa Draco i Hermiony nie doprowadzi do jakiegoś wybuchu czy czegoś podobnego.

~*~*~

- O czym chciałeś pogadać? – zapytała bez ogródek.
- O nas – wzruszył ramionami, jak gdyby to było oczywiste.
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie ma żadnych nas – wycedziła.
- Dobra, dobra, zrozumiałem – uniósł ręce w obronnym geście, nie chcąc doprowadzić do kolejnej kłótni, a przynajmniej nie dziś – Po prostu pomyślałem, że nie ma sensu się kłócić, zwłaszcza, że wracamy do domów, nadchodzą święta – zauważył, że wyraz twarzy Hermiony trochę złagodniał, jednak przyglądała mu się podejrzliwie.
- To trochę do ciebie niepodobne – powiedziała, przechylając głowę.
- Wiem, ja po prostu tęsknię za czasami kiedy potrafiliśmy ze sobą normalnie rozmawiać – dodał, gratulując sobie w duchu inwencji. Widział, że już całkowicie uśpił czujność Gryfonki i o to mu chodziło – żeby móc spędzać z nią czas, nie budząc jej podejrzeń o jakiekolwiek złe zamiary. Na początek to musiało wystarczyć.
- Tak, masz rację, mieliśmy swoje lepsze i gorsze momenty – uśmiechnęła się gorzko, patrząc na niego niepewnie.
- A teraz nadchodzi nowy rok i mamy okazję zacząć od początku – powiedział – To jak, za starą nową przyjaźń? – zapytał, wyciągając dłoń w jej stronę. Przez chwilę przyglądała się jej w bezruchu, zastanawiając się, czy dobrze postępuje. Znajomość z Malfoy’em nie wyszła jej na dobre i nie sądziła, by kiedykolwiek miała wyjść. Po chwili jednak odgoniła niechciane myśli i uścisnęła jego dłoń.


- Za przyjaźń – uśmiechnęła się lekko, mając nadzieję, że od nowego roku wszystko w jej życiu wreszcie zacznie się układać. 

~*~*~

Trochę to trwało, ale wróciłam z, mam nadzieję, dobrym rozdziałem. Łatwo mi się go pisało, dlatego tym bardziej jest mi wstyd, że minęło tyle czasu. W końcu jednak znalazłam wolny weekend i zdążyłam coś naskrobać. Jakie są tego efekty? Nie mam pojęcia, to musicie ocenić Wy, dlatego zapraszam do wyrażania swoich opinii w komentarzach. Muszę przyznać, że naprawdę zdążyłam zatęsknić za pisaniem i chyba właśnie o to chodzi - żebym pisała dlatego, że chcę, a nie dlatego, że muszę. W każdym razie mam nadzieję, że pisanie kolejnego rozdziału nie będzie tyle trwało i zdążę coś wstawić jeszcze przed świętami. 
Pozdrawiam cieplutko, 
BlackCape.

niedziela, 6 grudnia 2015

Informacja #3

Nie chciałam pisać tej notki, jednak nie mam innego wyjścia. Rozdział się dziś nie ukaże, jestem zła na siebie, bo miałam dobrze rozplanowany czas, uwzględniłam w planie na weekend zarówno czas na pisanie, jak i na naukę, jednak nie sądziłam, że wypadnie mi coś niespodziewanego, a jednak na tyle ważnego, że wszystko inne musiałam odłożyć na drugi tor. Skończyło się tak, że dochodzi północ, ja dopiero skończyłam się uczyć i tak, mogłabym zarwać noc, żeby napisać rozdział, jednak jestem pewna, że nie byłabym z niego zadowolona, a poza tym do szkoły powinnam pójść w stanie choć trochę nadającym się do używalności ;) W każdym razie mam nadzieję, że się nie obrazicie, że dziś nie sprawię Wam mikołajkowego prezentu, ale jedyne co Wam mogę obiecać, to to, że rozdział pojawi się na dniach.
Teraz najodpowiedniejszym pożegnaniem będzie życzenie Wam miłej nocy, tak więc dobranoc i mam nadzieję, że „widzimy się” na tygodniu ;)

BlackCape

niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział XXIV - "Dzielące wszystkich oceany"


~*~*~

Listopadowe deszcze zastąpił grudniowy śnieg. Coraz więcej uczniów wychodziło na błonia, by staczać śnieżne bitwy i wracać do zamku na kolację, na której mogli się uraczyć gorącą czekoladą, cudownie rozgrzewającą ich od środka. Byli również tacy, którzy woleli spędzać czas w domowym zaciszu wraz ze swoją drugą połówką. Do takich osób należała między innymi Tracey. Od kilkunastu minut obserwowała jak George krząta się po kuchni, przygotowując dla niej danie, które miało być niespodzianką. Uwielbiała, gdy dla niej gotował. Widziała, ile pracy i serca w to wkłada i jak się stara, aby jej się spodobało. Dziś jednak nie potrafiła się z tego cieszyć. Od kilku dni męczyły ją złe myśli, które nasilały się, gdy za każdym razem posyłał jej wesoły uśmiech znad kuchenki.
- Co jest? – zapytał, gdy spojrzał na jej smutną twarz. Widział, że coś się stało.
- Czy ty nadal spotykasz się z Angeliną? – George od razu spoważniał.
- Skąd to wiesz? – zapytał, marszcząc brwi.
- A więc to prawda? – jej głos wypełniony był bólem. Szybko zerwała się z krzesła i ruszyła w stronę wyjścia, jednak jakby spod ziemi wyrósł przed nią George.
- Tak, to prawda, widuję się z nią, ale jedynie jako przyjaciele – zapewnił ją, patrząc jej głęboko w oczy – Czasem wpada na kawę, żeby porozmawiać. Nadal jest jej ciężko… mi też i te rozmowy serio mi pomagają – uśmiechnął się w jej stronę łagodnie. Tracey natychmiast wtuliła się w jego pierś, wzdychając ciężko.
- Przepraszam, ja po prostu przestraszyłam się, że cię stracę. Usłyszałam niedawno jak Daphne rozmawiała z dziewczynami o tym, że często wpada do was jakaś czarnoskóra dziewczyna i od razu pomyślałam o Angelinie. W końcu coś was kiedyś łączyło i pomyślałam… przepraszam, byłam głupia – wyrzuciła z siebie, odwzajemniając uśmiech. Cieszyła się, że to sobie wyjaśnili. George przygarnął ją do siebie, gładząc po plecach. W tej chwili wiedział, że trzyma w ramionach swój cały świat i całe zamieszanie z Angeliną nie byłoby warte, żeby to stracić. Obiecał sobie, że wszystko z nią zakończy i nie będzie musiał okłamywać Tracey. Już niedługo.

~*~*~

            Ron siedział na kanapie, bawiąc się kawałkiem papieru. Na zmianę gasił go i podpalał. Fabien obserwował go w ciszy, widząc, że przyjaciel chce poruszyć jakiś temat. I w sumie domyślał się jaki. Wałkowali go za każdym razem, gdy się widzieli i musiał przyznać, że robiło się to męczące, jednak nie miał serca mu odmówić.
- Co u niej? – zapytał w końcu rudzielec. Francuz wywrócił oczami. Zaczyna się – pomyślał.
- Pytasz o to za każdym razem. Dlaczego po prostu się z nią nie spotkasz, skoro tak cię to interesuje? – spojrzał z rozbawieniem na twarz Rona wykrzywioną w niemiłym dla oka grymasie.
- Dobrze wiesz, że nie mogę – Weasley odwrócił wzrok, znów zaczynając zabawę kawałkiem papieru.
- Co jest z tobą? – Francuz machnął różdżką i kartka znikła. Ron spojrzał na niego zdziwiony, jednak postanowił nic nie mówić – Przecież nie składałeś wieczystej przysięgi. Zdajesz sobie sprawę z tego, że jak ten twój cały przekręt wyjdzie na jaw, to Hermiona cię znienawidzi – ton jego głosu był śmiertelnie poważny i rudzielec wiedział, że żarty się skończyły.
- Jestem pewien, że to zrozumie. Zrobiłem to dla niej i dobrze o tym wiesz. To było najlepsze wyjście – wytłumaczył, starając się, by nie zdradzić, jak bardzo uraziły go słowa przyjaciela.
- Najlepsze dla kogo? Dla Hermiony? Może i bym w to uwierzył, ale jak dobrze wiesz ona jest teraz z Nott’em. Twój plan nie wypalił – Fabien podniósł się z fotela i zaczął krążyć po pokoju.
- Dlatego musisz mi pomóc. Oni muszą się rozstać – Ron spojrzał na niego błagalnym wzrokiem. Francuz natychmiast pokręcił wzrokiem.
- Nie ma mowy. Nie! Mnie w tę patologię nie mieszaj – uniósł ręce w obronnym geście i odwrócił się w stronę okna.
- Ja i ty dobrze wiemy, że tak będzie lepiej – zapewnił go rudzielec.
- Nie powinieneś ingerować w jej życie. Jeśli ci po tym wszystkim wybaczy, to będzie cud – spojrzał na niego z powątpiewaniem.
- Zrób to dla niej – Francuz przed dłuższą chwilę zatrzymał na nim wzrok, po czym powoli skinął głową.
- Dla Hermiony – mruknął pod nosem, nie dając wiary, że się na to zgodził.

~*~*~

            Hermiona wraz z resztą przyjaciół czekała pod salą na profesora Slughorna. Wiedziała, że kolejne dwie godziny będą dla niej trudne do zniesienia z racji tego, że siedziała w ławce z Malfoy’em. Ku jej radości nigdzie go nie widziała, a było już po dzwonku. Miała nadzieję, że zniechęcony wczorajszymi wydarzeniami, nie pojawi się na lekcjach. Jej nadzieja okazała się być złudną, gdyż zza rogu wyłonił się profesor Slughorna, a zaraz za nim niezwykle zadowolony z siebie Draco szedł szybkim krokiem. Nauczyciel wpuścił wszystkich do sali i ruszył w stronę podestu. Hermiona, zajęła swoje miejsce, ignorując Malfoy’a, który wydawał się mieć dobry humor. Cwany uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Siadajcie, siadajcie – po klasie rozległ się miły głos Slughorna – Dziś zajmujemy się Eliksirem Niewidzialności. Myślę, że nie powinien wam sprawić większych trudności, więc teorie możemy pominąć. Szczegóły znajdziecie na stronie 102 w waszych podręcznikach, wszystkie składniki znajdują się w składziku, możecie zabierać się do pracy – powiedział i usiadł na swoim fotelu, racząc się jednym z kandyzowanych ananasów.
            Większość uczniów od razu ruszyła, by zapatrzyć się we wszystkie potrzebne ingrediencje, jednak Hermiona postanowiła chwilę poczekać, nie chcąc wpychać się w ten cały tłum. Otworzyła podręcznik i spojrzała na przepis, który i tak już znała na pamięć. Właśnie kończyła, gdy na miejsce wrócił Malfoy.
- Przyniosłem też dla ciebie – powiedział, kładąc pokaźny stos ingrediencji na jej stronie ławki.
- Dzięki – mruknęła i zabrała się za warzenie eliksiru.
            Pracowali już od 20 minut i wywar Gryfonki wydawał się zachowywać tak, jak napisali w podręczniku, jednak nieustannie martwiła się, że coś jej nie wyjdzie. Było to spowodowane zachowaniem Malfoy’a, który bez przerwy niby przypadkiem ją szturchał i ocierał się o nią. Wszystko osiągnęło punkt kulminacyjny, gdy Ślizgon poprosił o trochę imbiru. Hermiona już miała mu go podać, jednak blondyn nachylił się nad nią, obdarzając zniewalającym uśmiechem i wyciągnął rękę po składnik.
- Dzięki – uśmiechnął się, puszczając jej oko.
- Możesz mi powiedzieć, co ty wyprawiasz – powiedziała, zniżając głos do szeptu.
- Nie wiem, o co ci chodzi – wzruszył ramionami, mieszając swój wywar.
- Robisz to specjalnie, żebym dostała słabą ocenę? – zapytała, patrząc na niego groźnie.
- Tak, marzę o tym, żebyś wreszcie dostała Trolla – obdarzył ją kpiącym wzrokiem.
- Jeszcze się dowiem, co ci chodzi po głowie – zmrużyła podejrzliwie oczy i zabrała się do pracy.
- Przelejcie eliksiry do fiolek i złóżcie na biurku i możecie wychodzić – Slughorn pod koniec lekcji dał znać o swoim istnieniu. Już prawie wszyscy opuścili salę. Została w niej jedynie dwójka uczniów. Draco celowo ociągał się z pakowaniem, jako, że wiedział, że Hermionie zawsze długo schodzi z zapakowanie całego tego naręcza książek i podręczników.
- Możesz się odsunąć? – zapytała, gdy zagrodził jej drogę.
- Nie bardzo – pokręcił głową i uśmiechnął się z rozbawieniem, gdy zmierzyła go groźnym spojrzeniem.
- W co ty pogrywasz? – zirytowana  obeszła ławkę naokoło i ruszyła w stronę drzwi.
- Taka jesteś mądra i jeszcze się nie domyśliłaś? – zaśmiał się i poszedł za nią. Gdy już miała opuścić klasę, machnął różdżką i drzwi zatrzasnęły się przed jej nosem. Odwróciła się w jego stronę i spojrzała na niego wściekle.
- Otwieraj drzwi – wycedziła. Draco nic sobie nie robił z jej słów, podchodząc coraz bliżej. W końcu pochylił się nad nią i dostrzegł, że jej wzrok trochę złagodniał.
- Nie ma mowy – wyszeptał w jej usta. Wiedział, że na nią działa. Sama mu powiedziała, że nie jest jej obojętny, a teraz widział, jak reagowała na jego bliskość. Zdawał sobie sprawę z tego, że zachowywał się perfidnie, jednak tak musiało być.
- Otwórz – również zniżyła głos do szeptu. Pokręcił jedynie głową i złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Czuł, że chciała więcej, jednak chciał jej pokazać, że nawet najmniejszy jego dotyk na nią działa. Wspięła się na palce i pociągnęła go do siebie, łapiąc za koszulę i pogłębiła pocałunek. W tej samej chwili Ślizgon odsunął się od niej, a jego twarz ozdabiał szeroki uśmiech wyrażający satysfakcję. Czy o to mu chodziło? Wygrać? Czy to wszystko z jego strony było grą? Pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że takimi zagrywkami sprawiał jej ogromną przykrość. Usłyszała zgrzyt zamka i wreszcie mogła otworzyć drzwi. Pociągnęła za klamkę, która, na szczęście, ustąpiła. W progu odwróciła się jeszcze w jego stronę i spojrzała smutno.
- Właśnie sobie przypomniałam, dlaczego zawsze tak bardzo cię nie znosiłam – powiedziała, jednak tu powinna winić tylko siebie. Malfoy był rodowitym Ślizgonem i zawsze nim pozostanie.

~*~*~

            Ginny siedziała pogrążona w lekturze, oparta o nogi Dean’a, który zajmował miejsce na fotelu. Pokój Wspólny był wypełniony uczniami, co sprzyjało hałasowi. Gryfonka zamknęła książkę i spojrzała na chłopaka, który zdawał się nie zauważać, że Ginny mu się przypatruje. W końcu rudowłosa podniosła się z miejsca, co zaowocowało zainteresowaniem ze strone Dean’a.
- Gdzie idziesz?
- Do dormitorium. Za głośno tu i jakoś nie mogę się skupić – zmusiła się do uśmiechu i odwróciła się z zamiarem odejścia, jednak Gryfon był szybszy i złapał ją za rękę.
- Co się dzieje, Gin? – zapytał, obrzucając ją uważnym spojrzeniem.
- Nic, tylko trochę mnie głowa boli – wzruszyła ramionami, starając się zabrzmieć przekonywująco.
- Pytam ogólnie. Widzę, że coś się dzieje. Od kilku dni nie jesteś sobą – Ginny zawzięcie unikała jego spojrzenia. Bo co miała mu powiedzieć? Że nie jest szczęśliwa? Że sama nie wie, co czuje?
- Naprawdę wszystko jest w porządku, Dean – powiedziała, wymuszając uśmiech.
- Czy chodzi o niego? – Gryfon podniósł się z miejsca i spojrzał na nią urażony. Ginny wiedziała, że poruszenie przez niego tematu Harry’ego zmierza do całkiem nieciekawego obrotu spraw.
- Nie wiem, o co ci chodzi – skłamała. Czuła się z tym okropnie.
- Już raz mi cię odebrał. Nie pozwolę żeby to się powtórzyło – powiedział, patrząc jej prosto w oczy. Nie wytrzymała i musiała odwrócić wzrok.
- Naprawdę muszę już iść – złożyła na jego policzku pocałunek i ruszyła w stronę dormitorium.

~*~*~

            Harry i Astoria spacerowali po błoniach, chcąc spędzić trochę czasu razem na miłej rozmowie, jednak tak tego nie można było nazwać. Od ponad godziny Ślizgonka wygłaszała swój monolog, nie dopuszczając Harry’ego do głosu nawet na sekundę. Nie żeby chciał coś wtrącić. Pogrążony we własnych myślach nawet nie zauważył, że Astoria od dłuższego czasu mu się przygląda.
- Co jest? – zapytała, a w jej głosie dało się wyczuć troskę. Na tę myśl coś w żołądku bruneta boleśnie się zacisnęło.
- Powinniśmy porozmawiać – spojrzał na nią smutno.
- Brzmi groźnie – zaśmiała się nerwowo. Najwyraźniej humor Harry’ego zdążył się jej udzielić.
- Co o mnie sądzisz? – zapytał, odwracając wzrok.
- Trochę mnie tym zaskoczyłeś – powiedziała, przyglądając mu się uważniej – Uważam, że jesteś cudownym chłopakiem. Nigdy nie poznałam kogoś takiego jak ty i generalnie lubię spędzać z tobą czas, chociaż teraz trochę się o ciebie martwię – Gryfon nagle się zatrzymał i spojrzał na nią poważnie.
- Jesteś cudowna, ale my do siebie nie pasujemy – Astoria obdarzyła go zaskoczonym spojrzeniem.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Powinniśmy się rozstać – powiedział na wydechu.
- To przeze mnie? Zrobiłam coś nie tak? – zapytała rozżalona.
- Nie, jesteś naprawdę wyjątkowa – zapewnił ją.
- Ale nie tak wyjątkowa jak Weasley? – dodała smutno.
- Od początku to nie powinno było się wydarzyć,
- Tak, masz rację. Tak musi już być – uśmiechnęła się, jednak jej oczy zdradzały, że jest zraniona – Chyba powinnam już iść. Wszystkiego dobrego – objęła go i ruszyła w stronę zamku. W końcu pozwoliła łzom popłynąć. Jak zwykle coś ktoś był lepszy od niej. Najpierw dorastała w cieniu siostry, a teraz chłopak, którego naprawdę polubiła, woli dziewczynę, która go nie chce, od niej. Żałosne. Czy naprawdę nie będzie jej dane kiedykolwiek być szczęśliwą?

~*~*~

- Opadam z sił – powiedziała Hermiona, wchodząc do dormitorium Teodora i z głuchym łoskotem odkładając torbę na podłogę – Co tam masz? – zapytała, gdy zauważyła, że Ślizgon szybko coś odkłada do niewielkiego pudełka. Podeszła do niego i zauważyła czarno-białe zdjęcie przedstawiające mężczyznę i małego chłopca, na jej oko mógł mieć nie więcej niż 10 lat. Malec wpatrywał się w, jak założyła, tatę z nieskrywaną miłością i uwielbieniem, a ten jedynie stał wyprostowany i pozował do zdjęcia. W małym chłopcu od razu rozpoznała Teodora. Chociaż był wtedy niskim chudzielcem, to jego oczy pozostawały takie same, teraz odrobinę bardziej nieprzystępne. Jego ojca rozpoznała z lekkim trudem, jak przez mgłę pamiętała jego twarz z pamiętnej nocy w departamencie tajemnic. Spojrzała na Teodora, który stał za jej plecami, wpatrując się w zdjęcie. Widziała, że był zdenerwowany.
- Teo, czy to… - nie dane jej było dokończyć, bo Ślizgon wyszarpnął fotografię z jej dłoni i wrzucił do pudełka, zamykając je i wsuwając pod łóżko.
- Nieważne – warknął.
- Nie wyglądało na nieważne – powiedziała, stając przed nim z założonymi rękoma.
- Skąd ty to możesz wiedzieć? – spojrzał na nią zdenerwowany.
- Znam cię i nauczyłam się już dostrzegać niektóre rzeczy. Widziałam, jak patrzysz na to zdjęcie. Nie musisz ukrywać, że ojciec był dla ciebie ważny – podeszła do niego, kładąc rękę na jego ramieniu, którą natychmiast strząsnął. Poczuła się tak, jakby dostała policzek. Odsunęła się od niego jak oparzona i patrzyła zszokowana, jakby widziała go po raz pierwszy w życiu.
- Gdyby on był dla mnie ważny, to żyłbym tak, jak on tego chce. Wyznawałbym jego wartości. Wiesz, co to oznacza? – spojrzał na nią wyraźnie zły – Tępiłbym ludzi takich jak ty. Ale nie jestem taki. Nie mam z nim nic wspólnego – wycedził, odwracając się w stronę okna. Spojrzała na niego zbolałym wzrokiem.
-Teo – wyszeptała, a po jej policzku popłynęła samotna łza.
- Robi się ciężko i trudno to znieść, prawda? Jak chcesz to uciekaj. Wy w Gryffindorze chyba tak macie, co? Na pozór odważni, a jak pojawi się jakakolwiek przeszkoda, to tchórzycie. Jasne, odejdź, po co tu tkwić ze zwykłym Śmierciożercą – Hermiona wiedziała, że nie miał tego na myśli, targały nim wielkie emocje, jednak i tak zabolało. Nie mogła pozwolić na to, by być popychadłem czy workiem treningowym. Nie pozwoli się atakować tylko dlatego, że jemu ma to przynieść ulgę.
- Ja za to nie dziwię się, że jesteś w Slytherinie. Pasujecie tu doskonale. Ty i twój wężowy charakter – powiedziała i łapiąc torbę w biegu opuściła pokój. Dopiero gdy usłyszał trzask drzwi dotarło do niego, co zrobił. Przed ludźmi nie pozwalał sobie na okazywanie jakichkolwiek emocji, a przy Hermionie ukazywał swoje nawet najgorsze oblicze. Już wolałby być jak zwykle oziębły i beznamiętny, jednak ta dziewczyna działała na niego jak narkotyk i wiedział, że prędzej czy później to będzie dla niego zgubne.

~*~*~

            Pansy zauważyła, jak Hermiona przebiega przez Pokój Wspólny i wychodzi. Dostrzegła na jej policzku kilka łez. Postanowiła podążyć za nią. Złapała ją dopiero przy schodach.
- Myślałam, że cię nie dogonię – wysapała, gdy wreszcie stanęła ramię w ramię z Gryfonką.
- Przepraszam, Pansy, ale ja naprawdę nie mam teraz ochoty na rozmowę – powiedziała, ocierając policzek.
- Byłaś u Teodora? – zapytała, zupełnie ignorując wypowiedź Hermiony. Gdy szatynka wreszcie skinęła głową, Ślizgonka szeroko otworzyła oczy – Chyba mu nie powiedziałaś o tobie i Malfoy’u? – te słowa podziałały na Gryfonkę jak kubeł zimnej wody.
- Skąd o tym wiesz? – zapytała, ciągnąc za sobą Pansy w stronę mniej uczęszczanego korytarza.
- Od Blaise’a – Hermionę oblał zimny pot – Kto jeszcze wie?
- Spokojnie, tylko ja i Blaise.
- Pansy, obiecaj mi, że nie powiesz Teodorowi. Obiecaj – Gryfonka spojrzała na nią błagalnym wzrokiem.
- Wiesz, że to nie w porządku go okłamywać? – wiedziała, że zabrzmiało to karcąco, ale tak właśnie miało zabrzmieć.
- Wiem. Codziennie czuję z tego powodu wyrzuty sumienia, ale wszystko między mną i Malfoy’em jest skończone. Powiem Teodorowi, ale w swoim czasie. Teraz to jest jeszcze zbyt świeże. On jest ostatnio drażliwy, boję się, że nie zrozumie. Nie powiesz mu?
- Jeśli sama masz zamiar to zrobić, to mogę się wstrzymać na jakiś czas, ale powiedz mi jedno. Czujesz coś do Malfoy’a? – zapytała, obrzucając ją uważnym spojrzeniem.
- Nie. Niczego bardziej nie żałuję niż tego, że kiedyś do tego wszystkiego dopuściłam – powiedziała smutno – Przepraszam, ale muszę już iść – i nie czekając na odpowiedź, odeszła. Pansy patrzyła na oddalającą się sylwetkę Gryfonki i myślała o tym, co zaszło przed chwilą. Z tej rozmowy wywnioskowała tylko jedno – Hermiona była cholernie słabym kłamcą.

~*~*~

            Fabien sprzątał sklep, gdy usłyszał dzwonek oznaczający nadejście klienta. Spojrzał w stronę drzwi i jego oczom ukazała się drobna dziewczyna wyglądająca jak siedem nieszczęść. Była zziębnięta, a makijaż składał się głównie z czarnych smug na policzkach. Musiała dużo płakać.
-Zaoferujesz najbardziej nieszczęśliwej dziewczynie na Ziemi swoje ramię, by mogła wreszcie jak normalny człowiek się wypłakać? Mam słodycze i kremowe piwo – powiedziała, na dowód unosząc kilka butelek wyśmienitego trunku i torbę z Miodowego Królestwa.

-Chodź tu – przygarnął ją do siebie i ścisnął mocniej, gdy wstrząsnął nią pierwszy szloch. W tej chwili Hermiona zrozumiała, że nawet jeśli wszystko w życiu jej się nie układało, to nadal miała najcudowniejszych przyjaciół na świecie. 

~*~*~

Wracam jak błyskawica z kolejnym rozdziałem. Cieszę się, że w komentarzach jesteście coraz bardziej aktywni, jak widać dodaje mi to energii i weny. Przede mną wizja całego wieczoru z książkami i nauką, ale mam nadzieję, że Wasz wieczór choć trochę umili nowy rozdział. ;)
Pozdrawiam cieplutko, BlackCape.

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział XXIII - "Zasady gry"


~*~*~           

 Draco szybkim krokiem przemierzał korytarz, w biegu narzucając na siebie kurtkę. Listopad w tym roku był naprawdę chłodny i miał nadzieję, że odnalezienie Hermiony nie zajmie mu dużo czasu. Koniecznie musiał z nią porozmawiać, a od Ginny dowiedział się, że poszła na błonia. Od kilku dni męczyły go myśli o tym wszystkim. O Hermionie, Teodorze i o całym tym zamieszaniu. Nieustannie przypominał sobie słowa swojej matki, aby zawalczył, a także Blaise’a, aby odpuścił. Doskonale wiedział, że trzeba coś z tym zrobić, bo to dalej nie mogło tak wyglądać. Nie chciał spotykać się z Hermioną w ukryciu, za każdym razem martwiąc się, czy ktoś ich nie nakryje. Zdawał sobie sprawę z tego, że to nie zależy tylko od niego, jednak im szybciej coś z tym zrobią, tym lepiej.
            Na szczęście poszukiwania nie trwały długo, gdyż Hermiona zajmowała jedną z ławek na dziedzińcu. Pogrążona w lekturze, nie zauważyła nadejścia Ślizgona.
- Hej, przeszkadzam? – zapytał, dosiadając się.
- Nie, siadaj – powiedziała, odkładając książkę na bok. Wiedziała, że nie jest to przypadkowe spotkanie. Od kilku dni nie zamienili nawet słowa, nie chciała się narzucać, rozumiejąc jego sytuację, a teraz pojawia się znikąd, ewidentnie chcąc o czymś porozmawiać.
- Co czytasz? – wskazał na książkę, uśmiechając się lekko.
- Malfoy, o co chodzi? – zapytała wprost, nie mając ochoty na głupie gry.
- Chciałem pogadać o nas – słysząc to, na chwilę zamarła. W tym momencie zrozumiała, jak bardzo bała się tej rozmowy.
- Długo o tym myślałem i to nie może wyglądać w ten sposób – widział, jak unika jego spojrzenia.
- Oboje wiemy, że nie jestem ci obojętny – dodał, nie uzyskując od Gryfonki odpowiedzi.
- Dlaczego to mówisz? – zapytała, wreszcie zabierając głos.
- Ja też coś do ciebie czuję – dodał, ignorując jej pytanie – Nie musimy niczego kończyć.
- Nie chcę tego słuchać – wstała, łapiąc książkę i kierując się w stronę wejścia. Bała się dalszego ciągu tej rozmowy, a najbardziej przerażało ją to, że Malfoy miał rację. Nie musiała się odwracać, by wiedzieć, że idzie za nią. Nagle poczuła lekkie szarpnięcie i stała twarzą w twarz ze Ślizgonem.
- Powiedz mi, że nic do mnie nie czujesz, a dam ci spokój – powiedział cicho. Nie był zdenerwowany, zły czy zirytowany, a nawet jeśli, to nie dawał tego po sobie poznać. Za wszelką cenę starała się uniknąć jego wzroku. Tak bardzo chciała mu powiedzieć, że jest jej zupełnie obojętny, ale nie potrafiła.
- Jestem z Teodorem – wydukała. Nie minęła sekunda, a poczuła jego wargi na swoich, jednak nie zamierzała się tak łatwo podejść. Nie tym razem. Odsunęła go od siebie i posłała mu harde spojrzenie.
- Oszalałeś? Ktoś może nas zobaczyć – powiedziała.
- Wszyscy są na obiedzie – wzruszył ramionami. Nie zastanawiając się dłużej przyciągnął ją do siebie, tym razem nie pozwalając jej go odepchnąć. Uśmiechnął się szelmowsko, gdy poczuł, że oddaje pocałunek.
- Jesteś dla mnie naprawdę ważna, Granger – powiedział, wreszcie będąc w 100% pewnym swojego uczucia.
- Malfoy, proszę, nie – znów się odsunęła, spuszczając wzrok.
- Nie będę kłamał, że to nie jest prawda. Czuję coś do ciebie i jeśli ty chociaż trochę to odwzajemniasz, to będę najszczęśliwszym chłopakiem na świecie. Możemy być razem, tylko daj nam szansę.
- Ja… nie wiem. Jestem z Teodorem, przecież wiesz – wydukała, zupełnie nie wiedząc co powiedzieć. Z jednej strony chciała wykrzyczeć, że to wszystko odwzajemnia, ale z drugiej kochała Teodora i wiedziała, że to wszystko jest złe.
- Muszę to wszystko przemyśleć, Draco. Przepraszam – złożyła na jego policzku pocałunek i szybkim krokiem ruszyła w stronę zamku, mając nadzieję, że Ślizgon nie pójdzie za nią.

~*~*~

            Ginny szła korytarzem, wracając z Wielkiej Sali, w której nadal odbywał się obiad. Nie znalazła przy stole Hermiony, więc wyszła z zamiarem odnalezienia przyjaciółki. Ostatnio paskudny humor jej nie opuszczał i miała nadzieję, że obecność panny Prefekt choć trochę ją rozweseli. Niestety ktoś raczył pokrzyżować jej plany.
- Cześć, Harry – uznała, że głupio byłoby przejść bez słowa.
- Hej, Gin. Nie jesteś na obiedzie? – zapytał, przeczesując ręką włosy. Najwidoczniej dla obojga ta sytuacja była niezręczna.
- Nie, szukam Hermiony. A ty czemu nie jesteś w Wielkiej Sali? – gdy zrozumiała, dokąd prowadzi korytarz, z którego wyszedł Harry, od razu pożałowała swojego pytania – Ach, racja, byłeś u Astorii – dodała, starając się, by jej ton głosu nie dał znać, jak teraz się czuje – W każdym razie, muszę lecieć, pa – nie czekając na odpowiedź, odwróciła się na pięcie i skierowała w stronę schodów. Jedyne czego chciała, to uciec.
- Ginny, czekaj – usłyszała za plecami, jednak nie miała zamiaru się zatrzymać. Nagle poczuła lekkie szarpnięcie i zirytowana spojrzała na Harry’ego.
- Co? – warknęła, wyszarpując rękę z uścisku.
- Przepraszam, że nie powiedziałem ci o Astorii – twarz Ginny lekko złagodniała, jednak nadal widać było, że jest nieźle wkurzona.
- Przestań, Harry, to nie moja sprawa.
- Dobrze wiemy, że to nieprawda. Już zawsze cokolwiek związanego z tobą będzie moją sprawą i na odwrót i nie próbuj zaprzeczyć – powiedział, patrząc jej prosto w oczy. Ginny prychnęła, odpowiadając hardym spojrzeniem.
- Już nie jesteśmy razem, każde z nas ma swój związek i swoje życie – doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak desperacko brzmi, jednak nie wiedziała, co jeszcze może powiedzieć.
- Sama nie wierzysz w to, co mówisz. Dlaczego tak zareagowałaś na widok mnie i Astorii? To ty chciałaś się rozstać.
- Ale ty się na to zgodziłeś! – wykrzyczała, a jej oczy wypełniły się łzami.
- Wiem i to był największy błąd mojego życia - pozwolić ci odejść – rzucił jej zbolałe spojrzenie i ruszył w swoją stronę. Ginny leniwym gestem otarła łzy z policzków i skierowała się do wieży Gryffindoru, wiedząc, że w tej chwili już nic nie było w stanie poprawić jej humoru.

~*~*~

- Myślisz, że Harry z Astorią to coś poważnego? – zapytała, wzdychając ciężko.
- Serio mnie o to pytasz? – Teodor posłał jej rozbawione spojrzenie.
- Ja znam Harry’ego i wiem, że on mocno przeżywa każdy związek, ale Astoria nadal pozostaje dla mnie zagadką, a ty ją przecież znasz.
- Uwierz mi, że wolałbym nie – parsknęła śmiechem, wywracając oczami.
- Przecież nie może być aż tak zła, skoro Harry się nią zainteresował.
- No przyznam, że on też nigdy inteligencją nie grzeszył. Ała! – syknął, gdy sprzedała mu kuksańca w bok – No dobra, przepraszam, żartowałem – uniósł ręce w przepraszającym geście.
- Cieszę się, że wrócił ci humor – powiedziała, znów kładąc się na jego piersi.
- Co masz na myśli? – zmarszczył brwi, spoglądając na nią pytająco.
- No wiesz, od czasu śmierci ojca Malfoy’a chodziłeś jakiś struty. Martwiłam się o ciebie – westchnęła ciężko, bawiąc się jego włosami.
- Niepotrzebnie. Po prostu znałem pana Malfoy’a od dzieciństwa i jego nagła śmierć trochę mnie zdziwiła – wzruszył ramionami. Hermiona zdążyła go już poznać i doskonale wiedziała kiedy kłamie lub kiedy nie wyjawia całej prawdy.
- A nie chodziło o twojego ojca? – zapytała, przygryzając wargę. Miała nadzieję, że poruszając ten temat go nie zdenerwuje. Teodor spojrzał na nią dziwnie, jednak postanowił zabrać głos.
- Kto ci to powiedział?
- Malfoy. Uważa, że się boisz o swojego ojca – dodała, zerkając w jego stronę. Na szczęście jego wyraz twarzy pozostawał łagodny, co pozwoliło Hermionie odetchnąć z ulgą.
- Malfoy jak zwykle myśli więcej niż powinien. Mój ojciec jest Śmierciożercą i pozostanie nim do końca życia. Nie obchodzi mnie jak skończy, nigdy mnie nie obchodził, tak jak ja jego – Gryfonka zrozumiała, że ma nie drążyć tematu, jednak doskonale wiedziała, że Teodor kłamał.

~*~*~

            Harry w ciszy obserwował jak Astoria wertuje książki, szukając potrzebnych jej informacji. Obiecał jej pomoc w napisaniu eseju, jednak Ślizgonka nie pozwoliła mu wtrącić nawet słowa, co poskutkowało tym, że od dwóch godzin siedział i wpatrywał się w nią, od czasu do czasu łapiąc jej spojrzenie. W końcu nuda dała mu się we znaki i postanowił coś z tym zrobić.
- Rozmawiałem dziś z Ginny – podziałało. Astoria jak na zawołanie zaprzestała szukania informacji w starych księgach i obrzuciła go ciekawskim spojrzeniem.
- O czym? – zapytała niepewnie.
- O nas – odparł krótko, wzruszając ramionami, jednak widząc, że ta odpowiedź jej nie usatysfakcjonowała, kontynuował – Wtedy, gdy ją spotkaliśmy, była zdziwiona, widząc nas razem, ale teraz już wie jak się mają sprawy między nami.
- I co ona na to?
- Każdy z nas ma swoje życie i nie ma potrzeby, żeby się wtrącać w życie innych. Ona jest z Dean’em, a ja mam ciebie. To mi w zupełności wystarcza – pochylił się nad stolikiem, składając na jej ustach lekki pocałunek. Astoria nie pozostała bierna, jednak chwilę później odsunęła się, krzywiąc się pod nosem.
- Muszę skończyć ten esej, bo inaczej McGonnagall mnie zabije, ale jeszcze tylko godzina i jestem cała twoja – posłała mu znaczący uśmiech i wróciła do pracy.

~*~*~

            Blaise i Pansy od kilkudziesięciu minut spacerowali po błoniach, co jakiś czas wybuchając śmiechem czy tworząc przeróżne tematy do rozmów, jednak Ślizgon cały czas odnosił wrażenie, iż brunetka jest jakaś nieobecna. Widział, że jakieś myśli chodziły po jej głowie i za cel postawił sobie dowiedzenie się, o co chodzi. W końcu postanowił zapytać wprost.
- Pansy, co dziś z tobą? – wiedział, że nie ujął tego zbyt delikatnie, jednak nigdy nie był dobry w doborze słów.
- Ile lat znasz Draco? – pierwszą reakcją Blaise’a było ogromne zdziwienie. Przyłożył rękę do czoła brunetki, by sprawdzić, czy nie ma gorączki, jednak nie wykrył niczego niepokojącego. Spojrzał na nią z niepokojem, marszcząc brwi.
- Dobrze się czujesz? – zapytał, nie spuszczając z niej wzroku.
- Pewnie, czemu pytasz? – wzruszyła ramionami, uśmiechając się szeroko.
- Pytam się co z tobą, a ty pytasz o Draco.
- Jakby nie było też zadałam ci pytanie – zaśmiała się głupio i pociągnęła go za sobą na pomost.
- Już będzie jakieś piętnaście lat – powiedział, kręcąc głową, jednak pozwolił się zaciągnąć nad jezioro.
- A ile lat ty i Draco znacie mnie? – zapytała, siadając na moście i klepiąc miejsce obok siebie, dając mu do zrozumienia, by zrobił to samo. Wywrócił oczami, jednak posłusznie zajął miejsce obok.
- Tyle samo. Tak jak i Teo i w sumie większość Ślizgonów z naszego roku. Co to ma do rzeczy? – wydawał się już być lekko zirytowany. Nie wiedział w co pogrywa Pansy i bardzo mu się to nie podobało.
- To teraz mi wyjaśnij, dlaczego mi nie powiedziałeś, że coś łączy Draco i Hermionę? – wyraz jej twarzy diametralnie się zmienił. Z łagodnej, uśmiechniętej dziewczyny zmieniła się w rodowitą Ślizgonkę z krwi i kości.
- Ale skąd wiesz? – to pytanie jako jedyne przyszło mu do głowy. Bo kto mógł jej powiedzieć? Na pewno nie Draco, on by mu powiedział. Nie sądził też, żeby Granger na prawo i lewo rozpowiadała, że zdradziła Teodora z jego najlepszym przyjacielem.
- Domyśliłam się. Dziewczyny widzą więcej, samo to, jak Draco na nią patrzy, daje do myślenia. Poza tym ostatnio ich relacje są jakieś dziwne. Raz normalnie rozmawiają, a następnego dnia unikają się jak woda i ogień. Draco ci powiedział co między nimi zaszło? – wiedział, że został przyparty do muru. Już nie miał innego wyjścia, niż wyjawić wszystko, co wie. Pansy i tak doskonale będzie wiedziała, jeśli spróbuje ją okłamać.
- Raz przespali się po pijaku – słysząc to Ślizgonka skrzywiła się paskudnie – I potem to już samo się zaczęło.
- I nie przeszkadza im to, że oszukują Teodora?
- To jest ciężka sprawa. Jak rozmawiam o tym z Draco, to odnoszę wrażenie, że on… - uciął, odwracając wzrok.
- On co? – ponagliła go.
- On się chyba zakochał – na tę informację Pansy zaklęła szpetnie.
- Ktoś musi powiedzieć Teodorowi – powiedziała, wstając z miejsca. Blaise zerwał się zaraz za nią.
- Oszalałaś? I co mu powiesz? – złapał ją za rękę, nie pozwalając, by poszła dalej.
- Nie wiem, cokolwiek, do cholery. Nie rozumiesz, że jak on się dowie od kogoś, to nas znienawidzi?! – musiał przyznać, że tak zdenerwowanej Pansy nie widział nigdy w życiu.
- A Draco nas znienawidzi jak powiemy Teodorowi. Z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia i dobrze o tym wiesz. Najlepsze, co możemy zrobić, to trzymać się z dala od tego wszystkiego i się nie wtrącać – przygarnął ją do siebie, chowając w swoim niedźwiedzim uścisku.
- Teo się załamie – mruknęła, wtulając twarz w jego pierś.
- Wiem, dlatego trzeba przemówić Draco do rozumu.

~*~*~

            Hermiona szła korytarzem, w pośpiechu owijając się szalikiem. Listopadowe wieczory potrafiły być niesamowicie zimne. Sama nie rozumiała, dlaczego zgodziła się na spacer o tej godzinie. Zwłaszcza, że obiecała sobie, że będzie unikać Malfoy’a, jednak nie mogła nic poradzić, gdy do jej okna zapukała urocza sówka, której słodycz minęła, gdy tylko wzięła liścik do ręki. Puchacz od razu zaczął wydawać dziwne dźwięki, latając dookoła. Zrozumiała wszystko, gdy przeczytała krótką notkę od Malfoy’a, w której wyjaśnił, że ptak nie uspokoi się, dopóki nie wyjdzie na umówione spotkanie. Chcąc nie chcąc wyszła z dormitorium, kierując się w stronę wyjścia.
- A jednak przyszłaś – usłyszała, gdy tylko otworzyła wrota zamku.
- A miałam inny wybór? – mruknęła, mocniej opatulając się szalikiem.
- Chodź – podał jej ramię, które ujęła. Lubiła takie gesty i wbrew rozumowi naprawdę lubiła Malfoy’a. Gorzej trafić nie mogła.
- Czemu chciałeś się spotkać? – zapytała, obrzucając go uważnym spojrzeniem. Wydawał się być z czegoś zadowolony. Zaczynała się bać, co takiego mogło przyjść mu do głowy. Bo chyba nie miał zamiaru jej porwać czy coś.
- Porozmawiać – słysząc to, wywróciła oczami.
- Mogliśmy porozmawiać w ciepłym zamku, a nie tu – prychnęła.
- Ale w zamku ściany mają uszy – powiedział, uśmiechając się głupio.
- No to dalej, mów co masz do powiedzenia – stanęła przed nim zniecierpliwiona.
- Powiedzmy o wszystkim Teodorowi – rzucił, uśmiechając się jeszcze szerzej. I z tego tak się cieszył?
- Oszalałeś, prawda? – spojrzała na niego jak na wariata.
- Nie rozumiesz? – wydawał się być lekko urażony, a szeroki uśmiech zmył się z jego twarzy.
- Nie, nie rozumiem. Oświeć mnie, bo naprawdę nie wiem, do czego zmierzasz. Chcesz mi zniszczyć związek? – zapytała poirytowana.
- Powiedzmy mu prawdę o nas. Wiem, że będzie cierpiał, ale to mu kiedyś minie. To nie musi być dla nas koniec – ujął jej twarz w dłonie i znów wyszczerzył zęby.
- Ty do reszty zwariowałeś! „Wiem, że będzie cierpiał, ale to mu kiedyś minie”. Naprawdę? Jeszcze nigdy nie spotkałam tak wielkiego egoisty. Pomyślałeś o nim? Co on będzie czuł? A o mnie? W ogóle pomyślałeś, czego ja chcę? Kocham Teodora i nie mam zamiaru go zostawiać, bo tobie się coś ubzdurało – Ślizgon postanowił cofnąć się o krok, bo szatynka zaczęła niebezpiecznie gestykulować, gromiąc go wzrokiem, jednak odpowiedział jej szelmowskim uśmiechem – Nie będę z tobą. Nie kosztem kogoś innego.
- Czyli nie mówisz, że nigdy – spojrzał na nią z rozbawieniem, gdyż doskonale wiedział, że to rozjuszy ją jeszcze bardziej.
- Czy ty serio wyłapujesz tylko to, co cię obchodzi? Chcesz poznać prawdę? Tak, nie jesteś mi obojętny, ale to Teodora kocham i nie mam zamiaru go zostawić dla ciebie. Szczęśliwy? Bo ja bardzo – posłała mu ostatnie roziskrzone spojrzenie i ruszyła w stronę zamku.
- I tak nie odpuszczę! – parsknął śmiechem, gdy odwróciła się przez ramię i zwęziła oczy, patrząc w jego stronę. Chwilę później znikła za murami zamku. Uśmiechnął się pod nosem i ruszył przed siebie – Od teraz gramy po mojemu, Granger.

~*~*~

Nie wiem, co napisać. Jest mi głupio, że tyle to trwało, ale ostatnie miesiące były dla mnie dość burzliwe, jednak wracam, mam głowę pełną pomysłów, a sama ja jestem przepełniona weną. Świadczy o tym ten rozdział, który dzisiejszego poranka został całkowicie usunięty i napisany od nowa. Mam nadzieję, że się Wam spodoba, liczę na Wasze opinie ;)
Pozdrawiam ciepło, BlackCape.