niedziela, 4 grudnia 2016

Rozdział XXIX - "Początek reszty życia"



~*~*~


Nim ktokolwiek zdążył się obejrzeć, nadszedł piątek. Zadziwiające, jak szybko mijały dni. Również Hermiona na swojej skórze odczuwała nieubłagany bieg czasu. Codziennie, gdy tylko budziła się ze snu, obiecywała sobie, że to właśnie tego dnia porozmawia z Malfoy’em i codziennie tchórzyła. Z tego wszystkiego wątpiła w swoją przynależność do Gryffindoru. Nie bała się stawić czoła Śmierciożercom i samemu Voldemortowi, a tchórzy przed zwykłą rozmową? Musiała w końcu coś zrobić, bo w końcu nie będzie mogła spojrzeć w lustro z tego wstydu. Dlaczego konfrontacja z Malfoy’em tak ją przerażała? Dziś z nim porozmawiam, na pewno! Z tą myślą wstała z łóżka i skierowała się do łazienki. Poranna toaleta zabrała jej niewiele czasu i już po chwili ubrana w szkolny mundurek spakowała torbę i opuściła dormitorium. W Pokoju Wspólnym nie zauważyła żadnego z przyjaciół, dlatego od razu ruszyła do Wielkiej Sali, wiedząc, że większość uczniów już pałaszuje swoje śniadanie, w tym najprawdopodobniej Ginny i Harry, których nie zastała w Wieży Gryffindoru. Szła korytarzami, chcąc jak najszybciej znaleźć się wśród tłumu ludzi, by odwrócić swoje myśli od Malfoy’a, który niechciany wciąż wdrapywał się do jej głowy. W końcu dotarła do Wielkiej Sali, jednak przed wejściem usłyszała głośne wołanie. Odwróciła się, starając się przybrać wesoły uśmiech, jednak ten, jak na złość, nie chciał ozdobić jej twarzy.
- Cześć – miała nadzieję, że Teodor uzna, że grymas, który udało jej przywołać, choć trochę przypominał uśmiech. Nie chciała, by dopytywał, nie chciała, by myślał, że coś było nie tak. Po prostu nie chciała, by Teodor został w jakikolwiek sposób zraniony, chociaż wiedziała, że było to nieuniknione. Sytuacja z Malfoy’em robiła się coraz bardziej niebezpieczna. Do gry weszły głębsze uczucia i coraz częściej przyłapywała się na myśli, że nie były one jednostronne. Obiecała sobie, że jak tylko porozmawia z Draco, to skonfrontuje się również z Nott’em. Serce kroiło jej się na samą myśl, że go zrani, jednak zasługiwał na prawdę. Nie wiedziała jednak, czy tą rozmową chciała przyznać się do zdrady, jednocześnie mając nadzieję na wybaczenie, czy raczej przyznać się do zdrady, jednocześnie kończąc ich związek.
- Może pójdziemy na spacer po lekcjach? – zapytał, łapiąc ją za rękę. Hermiona usilnie starała się uciec wzrokiem od jego twarzy przepełnionej uczuciem. Chciała oczyścić umysł i spojrzeć na wszystko z dystansu.
- Niestety dziś nie dam rady – powiedziała i nie czekając na odpowiedź weszła do Wielkiej Sali. Po chwili jednak poczuła, że ktoś łapie ją za rękę. Odwróciła się i spojrzała wprost w smutne oczy Teodora. Serce pękło jej na kilka części, gdy zrozumiała, że wciąż go raniła, a najgorszy cios miał dopiero nadejść. Nie mogła się powstrzymać i zerknęła na stół Ślizgonów. Nie pomyliła się, Malfoy wpatrywał się w nią, a jego twarz ozdabiał ironiczny uśmiech, który miała szansę oglądać cały miniony tydzień. Wiedziała, że jej unikał. Gdy tylko widział, że zbliżała się w jego stronę, odwracał się na pięcie i odchodził. Nie zmieniało to jednak faktu, że przez cały czas, gdy była w tym samym pomieszczeniu, wodził za nią wzrokiem, a gdy podłapała jego spojrzenie, przyłapując go na gapieniu się na nią, uśmiechał się kpiąco pod nosem. Jego też zraniła i doskonale o tym wiedziała.
- Co się dzieje? Ostatnio ciągle mówisz, że albo nie masz czasu, albo jesteś zmęczona i musisz odpocząć. Dlaczego odnoszę wrażenie, że mnie unikasz? – nie miała siły tego dalej słuchać. Musiała uciec od jego intensywnego spojrzenia, które przenikało ją na wskroś.
- Wszystko w porządku, po prostu obiecałam Blaise’owi, że mu dziś w czymś pomogę – uśmiechnęła się niewyraźnie, mając nadzieję, że Teodor odpuści. Godryk chyba zdecydował się nad nią zlitować, bo z twarzy Ślizgona zniknął smutek.
- Dziś ci odpuszczę, ale jutro już mi się nie wywiniesz – pocałował ją krótko i ruszył w stronę swojego stołu. Powiodła za nim wzrokiem i napotkała wściekłe spojrzenie Malfoy’a. Zrozumiała, że nie da rady dłużej tkwić w tej chorej sytuacji. Teodor nie odpuści jej jutrzejszego spotkania, co oznaczało, że już jutro będzie musiała wyjawić mu całą prawdę. Odetchnęła głęboko, mówiąc sobie, że nie będzie to takie trudne. Pozytywne myśli opuściły jej głowę, gdy zorientowała się, że jutrzejsza rozmowa z Nott’em oznaczała, że musiała skonfrontować się z Malfoy’em i to jak najszybciej. Z jeszcze gorszym humorem powlekła się do stołu Gryffindoru i zajęła miejsce, wdając się w błahą dyskusję z przyjaciółmi.


~*~*~


                Malfoy i Blaise wstali od stołu i ruszyli do wyjścia. Na korytarzu podeszli do parapetu, na którym jednocześnie usiedli, czekając na Pansy, która jeszcze kończyła siadanie, zarzekając się, że nie wyjdzie, dopóki nie dopije porannej kawy. Nie pozostało im nic innego, jak po prostu poczekać na Ślizgonkę, która w końcu wyszła z Wielkiej Sali z, o zgrozo, Granger. Draco rzucił przyjaciółce wściekłe spojrzenie, jednak ta uśmiechnęła się niewinnie. We czwórkę ruszyli pod salę. Tego dnia lekcje rozpoczynali Eliksirami. Dziewczyny szły kilka kroków za chłopakami, jednak Ślizgoni doskonale słyszeli, o czym rozmawiały.
- To dziś wieczorem pod Pokojem Życzeń? – zapytała Hermiona, starając się zignorować fakt, że Malfoy był tak blisko. Ostatnio w tak niewielkiej odległości znajdowali się w jej dormitorium w dniu ich kłótni. Od tamtej pory Ślizgon zręcznie jej unikał, a na lekcjach siadał przynajmniej kilka ławek dalej.
- Wezmę twoje ulubione kwachy – odpowiedziała z uśmiechem Pansy, jednocześnie zastanawiając się, o czym Gryfonka tak bardzo chciała porozmawiać. Miała nieodparte wrażenie, że tematem ich rozmowy będzie pewien blondyn, idący metr przed nimi. Nawet głupi by się domyślił, że coś między nimi musiało się wydarzyć. Od kilku dni Ślizgon unikał Hermiony jak ognia, a sama Gryfonka nie wyglądała najlepiej.  
- Nie trzeba, już wszystko mam – powiedziała szatynka. Draco, który cały czas przysłuchiwał się ich rozmowie, spojrzał na przyjaciela, unosząc jedną brew, na co ten pokręcił jedynie głową. Już miał go o coś zapytać, gdy usłyszał niepewne pytanie panny Prefekt.
- Malfoy, możemy pogadać? – miała nadzieję, że chociaż tym razem jej nie zignoruje. Byli w gronie przyjaciół, mieli chwilę nim zacznie się lekcja, więc nie mogła nie wykorzystać tej okazji.
- Poczekamy przed salą – powiedziała szybko Pansy, nim Draco zdążył chociażby pomyśleć nad opowieścią. Zgromił ją wzrokiem i obserwował, jak wraz z Blaise’m znikają za rogiem. Gdy przyjaciele znikli z pola widzenia, przeniósł spojrzenie na Gryfonkę. Wyglądała na zdeterminowaną, jednak jej oczy zdradzały niepewność.
- Chyba nie mamy o czym rozmawiać – rzucił, starając się stłumić to miłe uczucie, które spowodowane było jej obecnością. Był Malfoy’em, miał swój honor i nie zamierzał też jej czegokolwiek ułatwić. Jej słowa naprawdę sprawiły mu ogromną przykrość. Co prawda wiedział, że sam dorzucił od siebie odrobinę za dużo, jednak to ona zaczęła. A on na pewno nie zamierzał się płaszczyć przed kimś, kto zmieszał go z błotem tylko dlatego, że miał zły humor. Nawet jeśli była to jego ulubiona Gryfonka.
- A ja myślę, że mamy – powiedziała, hardo patrząc w jego oczy. Nie wiedziała, czym było to spowodowane, ale nagle przybyło jej gryfońskiej odwagi, na której brak narzekała od kilku dni.
- Nie wszystko musi być tak, jak sobie zażyczysz. Już chyba uzgodniliśmy, że nie jesteś pępkiem świata – chociaż z jednej strony pragnął naprawić to, co się między nimi zepsuło, to jego malfoy’owska duma nie pozwalała mu tak po prostu się pogodzić. Zwłaszcza, że wyznał jej miłość, a ona na jego oczach całowała Teodora. Czy mogła upokorzyć go jeszcze bardziej?
- Możesz się chociaż na chwilę zamknąć?! Próbuję cię przeprosić, do cholery! – krzyknęła, całkowicie wyprowadzona z równowagi. Czy ten nadęty Ślizgon zawsze musiał wszystko utrudniać?
- Proszę o spokój, panno Granger – Hermiona spojrzała zawstydzona na profesora Flitwicka i bąknęła ciche przeprosiny. Było jej naprawdę głupio, że nauczyciel był świadkiem jej nagłego wybuchu.
- I proszę natychmiast iść na lekcje, bo będę zmuszony odjąć Gryffindorowi punkty. Pana też się to tyczy, panie Malfoy – nie czekając na odpowiedź, ruszył korytarzem w stronę schodów.
- Jeszcze dokończymy tę rozmowę – rzuciła Gryfonka, po czym poszła w stronę sali, a Malfoy, chcąc nie chcąc, uczynił to samo. Gdy weszli do klasy, wszyscy uczniowie siedzieli już na swoich miejscach. Została im tylko jedna ławka w pierwszym rzędzie. Draco spojrzał na Blaise’a, posyłając mu złowrogie spojrzenie. Wiedział, że jego przyjaciele zrobili to specjalnie, żeby musiał siedzieć z Granger.
- No dobrze, skoro wszyscy już są obecni – zaczął profesor Slughorn, z rozbawieniem zerkając na parę Prefektów, która aktualnie siedziała w pierwszej ławce z niezbyt zadowolonymi minami – To możemy przejść do lekcji. Dziś pomyślałem, że trochę was sprawdzę. Eliksir, który musicie dziś uwarzyć ma zaawansowany stopień trudności, dlatego myślę, że to będzie dla was dobry test. Jeśli bezbłędnie go uwarzycie – możecie być spokojni o owutemy. Jeśli jednak nie dacie rady, to będzie znak, że macie jeszcze trochę materiału do powtórzenia. Nie przedłużając, waszym dzisiejszym zadaniem jest uwarzenie Amortencji. Wiecie gdzie są składniki, macie dwie godziny. Do roboty – dokończył i zajął miejsce przy biurku, wyjmując pudełko swoich ulubionych kandyzowanych ananasów.
Hermiona i Draco z nadal nietęgimi minami powlekli się po ingrediencje. Ona była zła, bo gdy wreszcie zdobyła się na odwagę, by porozmawiać z Malfoy’em, przerwano im, a on, ponieważ najbliższe dwie godziny był zmuszony spędzić w jej towarzystwie, chociaż ani trochę mu się to nie uśmiechało. W ciszy zabrali się do pracy, jednak w ich głowach kłębiły się myśli. Ślizgon zaczął zastanawiać się, czy na pewno postępował dobrze. Gdy chciała z nim porozmawiać w jej oczach dostrzegł skruchę. Może nie powinien być dla niej tak oschły? Może gdyby zobaczyła, że potrafi schować dumę i też ją przeprosi, to nie tylko się pogodzą, ale też Hermiona spojrzy na niego przychylniej? Może jednak jest szansa, że swoim wyznaniem się nie zbłaźnił? W końcu to on przez cały czas jej unikał, a ona starała się to naprawić. Czyżby ona też coś do niego czuła? Kątem oka zerknął w jej stronę i uśmiechnął się szelmowsko, gdy napotkał jej spojrzenie. Ta natychmiast zarumieniła się, złapana na gapieniu się na Ślizgona i wróciła do pracy. Tak, Granger zdecydowanie nie tylko nie jest obojętna, ale na 99% czuje coś więcej. Z o wiele lepszym humorem zabrał się za warzenie eliksiru, co jakiś czas, oczywiście niechcący” ocierając się o Gryfonkę. Szala się przechyliła, gdy w tym samym czasie złapali za moździerz.
- Możesz przestać? – zapytała cicho, starając się zignorować ciepło, które rozlało się po jej wnętrzu, wywołane dotykiem blondyna.
- Ne wiem, o co ci chodzi – spojrzał jej wyzywająco w oczy, unosząc kąciki ust ku górze.
- Najpierw przez cały tydzień mnie unikasz, a teraz robisz to.. to wszystko - powiedziała, wykonując zabawny gest rękami – W co ty pogrywasz, Malfoy?
- Niestety, muszę wracać do pracy, mam eliksir do uwarzenia – posłał jej niewinny uśmiech i ponownie zabrał się za krojenie ingrediencji. W duchu jednak raz po raz wybuchał śmiechem na widok Gryfonki, której zdezorientowanie, które powoli ustępowało złości, ozdabiało twarz. 
Przez czas warzenia Amortencji powstrzymywał się od rozpraszania Granger. Doskonale wiedział, że gdyby dostała przez niego złą ocenę, to nie tylko z ich pogodzenia byłyby nici, ale najprawdopodobniej pożegnałby się z życiem. Gdy jednak oboje skończyli eliksiry, które wyglądały na idealne, mógł już jej dokuczać.
- Co czujesz? – zapytał, zerkając na Gryfonkę – Ja na przykład – pochylił się nad swoim kociołkiem i zaciągnął się wonią uwarzonej przez niego Amortencji – Czuję zapach drewna, z którego tworzone są trzonki do mioteł - znowu przeleciał nosem ponad kociołkiem – Zapach mojej skrytki w banku Gringotta – dodał rozbawiony, na co Hermiona przewróciła oczami. Tylko Malfoy w Amortencji mógł czuć zapach kojarzący mu się z pieniędzmi – No i zdecydowalnie najsilniejszy z aromatów. To chyba karmel – spojrzał jednoznacznie w jej stronę. Na początku nie rozumiała, o co chodziło, jednak odpowiedź szybko na nią spłynęła. Tego wieczoru, gdy spędzili ze sobą pierwszą noc, zanim sięgnęli po ognistą, rozpaliła kilka świeczek o zapachu karmelu. Doskonale pamiętała uwagę Ślizgona na temat nastroju, jaki stworzyła. Zarumieniła się na to wspomnienie, jednak jednocześnie zrobiło jej się dziwnie miło, że w Amortencji Malfoy wyczuwa zapach kojarzący się mu z nią, a raczej z nocą, która zapoczątkowała ich dziwną relację.
- A ty? – zapytał. Był naprawdę ciekaw, chociaż też bał się odpowiedzi. Bo jak miałby zareagować, gdyby powiedziała mu, że czuje, na przykład, perfumy Nott’a?
- Nie twój interes – odpowiedziała. Sama była ciekawa, jak dla niej pachnie Amortencja, jednak nie chciała tego sprawdzać. Nie teraz. A już na pewno nie przy Malfoy’u, który i tak dziwnie niepokojąco działał na jej zmysły.
- Jak uważasz – rzucił oschle i wyczarował fiolkę, którą wypełnił uwarzonym przez siebie eliksirem. Poszedł ją oddać Slughorn’owi, a w tym czasie Hermiona wykonała to samo, jednak zamiast jednej, wyczarowała dwie fiolki. Oczywiście nie miała zamiaru nikomu podawać Amortencji. Chciała jedynie sprawdzić, jakie zapachy w niej wyczuje. Może to chociaż odrobinę rozjaśni jej umysł i pozwoli cokolwiek zrozumieć. Wypełniła obie fiolki eliksirem, jedną z nich odłożyła na biurko Slughorna, opróżniła swój kociołek i wyszła z sali, nie mając zamiaru spóźnić się na kolejną lekcję.


~*~*~


                George szedł pomiędzy półkami, doglądając swojego sklepu. Co jakiś czas ktoś zatrzymywał go, prosząc o pomoc, a wtedy, jak prawdziwy właściciel, wskazywał miejsce, gdzie znajdowały się szukane przez klientów produkty lub po prostu służył radą. Nagle usłyszał wołanie i spojrzał w kierunku, skąd dochodziło. Zmarszczył brwi, widząc Fabiena, który patrzył na niego z zaniepokojeniem wypisanym na twarzy. Podszedł do niego i już miał zapytać, o co chodzi, jednak Francuz pokręcił głową i pociągnął go w stronę kolejnej alejki.
- Udawaj, że opowiadam ci o łajnobombach, a ty słuchał – powiedział szatyn, biorąc do ręki jedną z łajnobomb. Gdy w odpowiedzi George powoli kiwnął głową, kontynuował – Widzisz tego faceta w czarnej szacie? Ten przy alejce z detonatorami pozorującymi – gdy rudzielec ponownie kiwnął głową, mówił dalej, udając, że pokazuje coś na trzymanej przez niego łajnobombie – Już ponad godzinę krąży po sklepie. Wydaje mi się, że za tobą chodzi. Zwróciłem na niego uwagę jakieś pół godziny temu i od tamtej pory co jakiś czas na niego zerkam. Zawsze jest w takiej odległości, żeby mieć cię w polu widzenia.
- Nie przesadzasz? – zapytał, jednak nie mógł się powstrzymać przed spojrzeniem w stronę nieznajomego. Zupełnie go nie kojarzył i nic w jego wyglądzie nie wydało mu się podejrzanie. Jasna cera, blond włosy, niezbyt rozbudowana postura – nic, co mogłoby odróżniać go od zwykłego przechodnia.
- Po prostu wydał mi się jakiś podejrzany – powiedział Fabien i zmarszczył brwi, gdy coś w kieszeni tego mężczyzny zaczęło pobrzmiewać – Spójrz – powiedział, na co George spojrzał w kierunku blondyna, który powoli przestawał być blondynem. W pośpiechu przeszukiwał poły szaty, a jego włosy zaczynały robić się czarne.
- Hej! – krzyknął George i zaczął biec w stronę nieznajomego, na co ten wytrzeszczył oczy i upuścił trzymaną w dłoni fiolkę, której tak pieczołowicie szukał. Nie zwracając uwagi na klientów, których potrącał ramieniem, wybiegł przed sklep i z cichym trzaskiem się teleportował. George i Fabien podeszli do miejsca, gdzie stłukła się fiolka. Wszędzie było szkło i dziwna ciesz w kolorze bladej czerwieni.
- Założę się, że to Eliksir Wielosokowy – powiedział Francuz, na co rudzielec powoli kiwnął głową. Jego myśli krążyły z zawrotną prędkością. Po co ktoś miałby go obserwować? Kto to był? I dlaczego ukrywał swoją prawdziwą postać?
            
   
~*~*~


                Hermiona weszła do swojego dormitorium, sięgając po swoją torbę. Właśnie wróciła z kolacji, do spotkania z Pansy miała jeszcze chwilę, więc wreszcie mogła w spokoju się rozpakować. Powoli wyciągała książki, odkładając je na ich miejsce, gdy na dnie torby dostrzegła niewielką fiolkę. Niepewnie zagryzła wargę i sięgnęła po nią. Usiadła na swoim łóżku i odkorkowała ampułkę. Powoli przyłożyła ją do nosa, a na jej twarz wypłynął uśmiech. Do jej nozdrzy dotarła woń świeżo skoszonej trawy. Następnie poczuła zapach nowego pergaminu, jednak to ten trzeci aromat, a zarazem najbardziej intensywny, przyprawił Gryfonkę o szybsze bicie serca. Zamknęła fiolkę i odłożyła ją na dno szuflady. Z powrotem usiadła na łóżku i przygryzła wargę, uśmiechając się szeroko. Nie myślała już o Teodorze czy kłótni z Malfoy’em. W głowie wciąż miała ten słodki zapach karmelu.


~*~*~


- No wreszcie – powiedziała Pansy, gdy panna Granger wyłoniła się zza rogu – Myślałam, że już się nie doczekam.
- Przepraszam, zasiedziałam się w dormitorium – Hermiona uśmiechnęła się szeroko. Odkąd zrozumiała kilka rzeczy, jej humor był wprost doskonały. Kochała Malfoy’a, a on kochał ją. Wszystko musiało się ułożyć.
- Jasne – Ślizgonka obrzuciła ją uważnym spojrzeniem – Zaraz mi wszystko opowiesz – dodała. A było co opowiadać, tego była pewna. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że Granger uśmiechała się jak głupia do sera? Nim zdążyła się zorientować, na ścianie pojawiły się drzwi do Pokoju Życzeń, a Hermiona ponagliła ją. Weszła do środka i zagwizdała, co niezbyt jej się udało, ale kto by się tym przejmował. Wnętrze wyglądało jak jakaś luksusowa restauracja, jednak w całej sali znajdował się zaledwie jeden stolik nakryty dla dwojga – To chyba nie randka, co? – zaśmiała się Pansy, odwracając w stronę Gryfonki, obok której stał Malfoy. Zmarszczyła brwi, rejestrując, że Hermiona wyglądała na wzruszoną, a jej oczy lekko się zaszkliły.
- Co do…? – nie dokończyła, bo do jej uszu nagle dotarła cicha gra skrzypiec . Nagle zza rogu wyszedł Blaise ubrany w pięknie skrojony garnitur. Kątem oka dostrzegła jeszcze, że para Prefektów dyskretnie opuściła Pokój Życzeń. Nie zaprzątało to jednak jej głowy, gdyż z szokiem zarejestrowała, że Ślizgon uklęknął na jedno kolano.
- Pansy, kocham cię najbardziej na świecie. Sprawiasz, że każdy mój dzień jest piękny i chcę, żeby to trwało już do końca mojego życia. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? – Blaise drżącymi dłońmi wyciągnął niewielkie czarne pudełeczko i powoli je otworzył. Oczom Pansy ukazał się najpiękniejszy pierścionek, jaki kiedykolwiek widziała. Wykonany był z białego złota, na środku znajdował się pięknie wyszlifowany szmaragd, a z obu jego stron znajdowało się kilka mniejszych diamencików. Był idealny.
- Tak, tak, oczywiście, że tak! – wykrzyczała, a po jej policzkach spływały łzy radości. Zaśmiała się, gdy Blaise odetchnął ciężko. Powoli wsunął pierścionek na jej palec i pocałował namiętnie.
- To dlatego mnie wcześniej unikałeś? – zapytała, ocierając łzy.
- Strasznie się stresowałem. Bałem się, że z tego stresu wszystko ci wygadam, a chciałem, żeby było idealnie – powiedział, gdy nagle poczuł ból w swoim ramieniu. Spojrzał na Ślizgonkę urażony i rozmasował obolałe miejsce – A to za co?
- Ja myślałam, że mnie unikasz, bo chcesz ze mną zerwać – spojrzała na swoją dłoń, na której widniał pierścionek, a po jej policzkach znów spłynęły łzy – Nigdy więcej tak nie rób, bo oszaleję.
- I tak wiem, że ci się podobała niespodzianka – zaśmiał się, chowając Ślizgonkę w niedźwiedzim uścisku.
- To, że się uśmiecham, nie znaczy, że nie mam ochoty cię walnąć – powiedziała, czym wywołała wybuch śmiechu Blaise’a. Za to właśnie ją kochał, uszczęśliwiała go każdym słowem i gestem, a dziś otrzymał szansę na szczęście do końca swoich dni.


~*~*~


                Hermiona i Draco szli korytarzem w stronę Wieży Gryffindoru. Oboje niezmiernie cieszyli się ze szczęścia swoich przyjaciół i chcieli im gorąco pogratulować, ale to musi poczekać do jutra. Wiedzieli, że tak intymną chwilę jak zaręczyny chcieli spędzić we dwoje i nie mieli zamiaru się wtrącać, by czuć się jak piąte koło u wozu. Poza tym mieli do przeprowadzenia ważną rozmowę, której przebiegu oboje nie byli pewni. W Pokoju Wspólnym Gryffindoru znajdowało się wielu uczniów, co pozwoliło im niezauważenie przejść do dormitorium Hermiony.
- Siadaj – powiedziała, gdy zamknęła za sobą drzwi. Sama zajęła miejsce na łóżku i w ciszy obserwowała, jak Ślizgon siada na krześle przy biurku – Dużo myślałam nad naszą ostatnią… rozmową – zmarszczyła gniewnie brwi, gdy do tej uszu dotarł śmiech Ślizgona.
- Ciekawy dobór słów – kąciki jego ust wciąż unosiły się lekko ku górze. Rozbawiło go, że ich ostatnią kłótnię określiła mianem rozmowy. Zauważył, że usta Gryfonki również wykrzywiły się w coś na kształt uśmiechu.
- Przepraszam za to, co wtedy powiedziałam. Byłam zła i niepotrzebnie się na tobie wyżyłam – zwiesiła głowę, z ciężkim sercem czekając, na reakcję Ślizgona.
- Też mogłem się tak nie unosić – podrapał się nerwowo po głowie, uciekając wzrokiem. Nie potrafił przepraszać i zdecydowanie nie potrafił się zachować w takich sytuacjach.
- Postanowiłam też, że jutro powiem o wszystkim Teodorowi.
- Myślisz, że ci wybaczy? – zapytał cicho. To, że Nott jemu nie wybaczy było bardziej niż pewne. Liczył się z tym, ale dziwnie się czuł z myślą, że jutro straci jednego z przyjaciół.
- Nie chcę, żeby wybaczał – powiedziała, jednak widząc szok na twarzy Malfoy’a, pokręciła głową – To znaczy oczywiście, że chcę, żeby mi wybaczył, ale jako przyjaciółce. Kocham go, ale to nie jest to – dodała i zaśmiała się, w oczach Ślizgona dostrzegając jedynie zdezorientowanie. Niczego nie zrozumiał. Powoli wstała i podeszła w jego stronę. Blondyn również podniósł się z miejsca i ze zdziwieniem zarejestrował, że Gryfonka przytula się go niego. Odwzajemnił jej gest, jednak nie trwało to długo, gdyż Hermiona odsunęła się od niego niechętnie.
- Kocham cię, Draco – powiedziała, chwytając jego twarz w dłonie i patrząc mu głęboko w oczy – Kocham cię i chcę dać nam szansę – dodała i wpiła się w jego wargi, uśmiechając się, gdy poczuła, że Ślizgon przyciąga ją do siebie jak najbliżej. Uwielbiała być w jego ramionach, uwielbiała każdą spędzoną z nim chwilę i nie miała pojęcia, dlaczego tak długo trwało nim to sobie uświadomiła.



~*~*~


Jest i rodział 29. Od razu przyznam, że pisało mi się go strasznie ciężko i opornie i zdecydowanie nie jestem z niego zadowolona. Musiałabym poświęcić jeszcze sporo czasu, żeby doprowadzić go do, według mnie, akceptowalnej formy, jednak rozdział miał się pojawić 4 grudnia i jest 4 grudnia. Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem. Każde słowo od Was daje mi niesamowitą siłę i to tylko dzięki Waszym komentarzom skończyłam ten rozdział na czas. Nie chciałam Was zawieść i mam nadzieję, że nie zawiodłam. Tak więc zachęcam do komentowania i do zobaczenia już niedługo! 
Wasza, 
BlackCape